![]() |
|
|
repasacja pończoch samonośnych ej, pamiętacie je? beztalentne lachony w studiu nagraniowym z płyty paździerzowej [klik!] marzące o dziwkach, kokainie i glamurze [klik!] w komisach meblowych udających 'abbey road studios' [klik!] to właśnie one - kobiety w średnim wieku, cholernie serio [klik!] NIE POTRAFIĄ GRAC, NIE POTRAFIĄ SPIEWAC i... MAJĄ KONCERT W NAJBLIŻSZY PIĄTEK !!!!!!!!!! i za to je uwielbiam :* 2009-11-18 o 22:56:06 skomentuj (4) wanna play conkers? to nie był mój dzień. to nie byłam ja. a jesli już, to tylko częściowo. bo byłam tam tylko przypadkiem, mimochodem, jedną nogą out. dyskretnie starano się nie zauważac - mnie. subtelnie pomijano przy podziale obowiązków. łagodnie wykluczano i ostentacyjnie omiatano wzrokiem. skutek pieczołowicie złożonego wypowiedzenia. a raczej zdecydowanego odsunięcia dłonią kontraktu pozbawionego mojej kontrasygnaty. tego sie przecież nie robi zarządowi. nie ucieka sie z tonącego okrętu, lecz chwyta brzytwy i samookalecza w akcie pokory i uniżenia. obserwowałam dziś z boku tę farsę. te żałosne podrygiwania w rytm kolejnych przypływów i falowań nastroju wszechpanującej. to zdecydowanie nie był mój dzień. nawiedzały mnie złe myśli i niepokojące obrazy. o różnej treści i sile rażenia. w jedym z nich kończę swą karierę śpiąc na kasie. w lidlu lub tesko. ![]() 2009-11-16 o 21:50:57 skomentuj (9) wyspa skarbów. czasem człowiek potrzebuje konkretu. pożywnej gutaperki i pakuł, drutu w izolacji, włochatego pędzla czy energetycznego zawijasa w żarówce. konkretu, który sprowadzi go na ziemię, przytrzaśnie palec drzwiami, a język ściśnie ożywczo kombinerkami. konkretu, który wybije mu z głowy sobotni marazm i zaprzęgnie do zajęc miłych, pożytecznych i długotrwałych. ostoją takiego konkretu jest - jak powszechnie wiadomo - castorama, obi i mój ulubiony z nazwy lerła merlę. lubię tam zaglądac. śledzę nowinki. pasjonuje mnie armatura i drut kolczasty. tej soboty doznałam jednak niemiłego rozczarowania. mój ulubiony czerstwy konkret zakażony został jakimś złowrogim pierwiastkiem absurdu, tajemnicy i metafory. ![]() ukochane stoisko gwoździ, śrub i kołków rozporowych poczęło dryfowac w nieokreślonym kierunku. ![]() dział z ziemią i donicami z kamionki udawał tajemniczy ogród Rumcjasa i pomniejszego zioma kucającego nad systemem wodospadów zrzeszonych w ekologicznym obiegu zamkniętym. ![]() pod sufitami unosiły się latające węże, a po regałach z sedesami wspinały się jadowite pająki. ![]() uga-buga! uga-buga! tuż przed moim nosem gibał się na boki Mowgli z pakuł, gutaperki i przylepca. ![]() produkty z gazetki: haubica ogrodowa z 99,99 pln oraz altana w stylu romańskim za 149,99 pln ![]() a na koniec polowa jama Smoka Wawelskiego i czarny kot wiedźmy z Łysej Góry. Lelum i Polelum poza kadrem, bo się boją flesza. - - - i niech mnie cholera, ale nie kumam tej fazy. pozostałości halloweenowej imprezy dla pracowników? plon artystyczny terapii zajęciowej dla sfrustrowanej brygady floor-managerów? integracja z lokalną społecznością przedszkolaków? oddolna inicjatywa niewyżytego visual-merchandisera z Koziej Wólki? reasumując - bezcenne. za wszystko inne zapłaciłam kartą visa z delfinkiem wśród błękitnych fal. 2009-11-14 o 23:14:49 skomentuj (2) being together is so fuckin' good ;/ na pytanie co u mnie - odpowiem zwięźle. co mnie nie zabije, to mnie kopnie w dupę. a konkretniej - to będzie krótka historia o tym, jak w ciągu kilku miesięcy paru specjalistów od siedmiu boleści zabija w ludziach entuzjazm i radosc tworzenia, sprowadzając ich do roli rzemieślników od czarnej roboty, a markę o niemal dwudziestoletniej tradycji i gigantycznym potencjale topi w bagnie chimeryczno-snobistycznych fantazji. jak mi z tym? chujowo. tym bardziej, że wyrosłam już chyba z tego, żeby ktoś mówił mi, co mam myślec na zadany temat. nie interesuje mnie toksyczny układ z kontraktem na wyłącznośc i paranoiczną lojalką. nie interesuje mnie intelektualno-artystyczne niewolnictwo. państwo pozwolą, że zamknę te drzwi bez trzaskania. chyba że mi się rączka osunie zupełnie niechcący. i jebnę nimi z przytupem. na osłodę został mi zgrany zespół cholernie utalentowanych ludzi, z którymi chciałabym kiedyś robic fajne rzeczy. mam też własną firmę, niski zus, genialny logotyp autorstwa syd, mnóstwo pomysłów i wsparcie przyjaciół. mam mopsa, który potrafi latac :) 2009-11-13 o 23:39:25 skomentuj (5) nasz chies jest bardzo yes. - słuchaj, Kumok... jest taka sprawa... Fotki z gumowym klapkiem i skarpetą w zębach są po prostu niesmaczne... Musimy trzymac tu pewien poziom, wypracowac wspólnie jakiś pułap estetyczny, poniżej którego nie będziemy schodzic w szeroko rozumianym naszym wspólnym interesie. Przygotowałysnmy więc dla ciebie pewna propozycję stylistyczną... - ciooociaaa... ciooociaaa... a ciastuszka będą? - Ciastuszka ciastuszkami, mała gruba parówko. Koniec turlania dropsa, mopsie. Posłuchasz mnie teraz uważnie i zrobisz dokładnie to, co ci powiem... - skaaaaaarpeeeetaaaaa!!!!!! - boże, Kumok. pliz. - noo dooobraaa... :( - a mogłabys jakos bardziej przypozowac? - ale jaaak...? maaamooo.... ;( - o, chociażby tak! na generała! - choc bardziej naturalnie wyglądasz w pozie ofermy batalionowej... - coś jakby infantka Velazqueza... albo dziewczyna z perłą Vermeera... - i niech mi ktoś teraz powie, że nie jest to najpiekniejszy pies świata.... - maaaamooo.... nuuudziii miii się... - chies kce spaaaac... - ciap ciap ciap... khe khe... ciap... - pfopfa... a faf mi faftufkooo? ot, i cały chies. 2009-11-11 o 15:17:04 skomentuj (21) natenczas. nie było mnie, więc jestem, bardzo proszę. mam dosc. nic nie składa mi się w całosc. nawet szablon rozjeżdża mi się w te pędy i na cztery wiatry, co jest dla mnie niechybnym znakiem koniecznosci zaniechania. zaiste. pobieram szablon z internetu, czego z zasady nie robię. ale ponieważ ostatnimi czasy łamię je wszystkie, przeto i tę z wielką przyjemnością bezczeszczę. zasadniczo nie chce mi sie pisac, gdyz jestem tak megawkurwiona, że co tu duzo owijac w bawełnę. albo dac się turlac dalej albo trzasnac drzwiami. tylko czy ja przypadkiem nie trzaskałam owymi jakies dwa miesiące temu? owszem. tyle że znów weszłam nie tymi, co trzeba. nie tam, gdzie trzeba. jutro negocjuję mój frajerski kontrakt. trzymajcie kciuki, żebym wypadła efektownie. gdybym miała włosy, mogłabym nimi nerwowo potrząsac jak krystyna janda. ale ścięłam je w piątek dokumentnie. pomacham więc ręką. orewła. gdybym potrafiła się zgodzic na to, na co zgodzic się nie mogę, byłoby mi zdecydowanie łatwiej. zarabiałabym dużo pieniędzy, wmawiając wam, że dobrze jest byc razem. 2009-11-09 o 23:06:18 skomentuj (3) test
2009-11-07 o 19:45:30 skomentuj (9) tak po prostu wracac do ciepłego domu pełnego osobliwych osobistości. 2009-10-12 o 21:32:22 skomentuj (9) brak pomysłu na tytuł. nie rozumiem, czemu płatki "nestle fitness z jogurtem" nie mogłyby się składać w całości z samych "tych z jogurtem". oszczędziłoby mi to konieczności grzebania łapą w opakowaniu i wyławiania tych właściwych. to jest mój problem na dziś, na godz. 14:29 acha, ważne. jeszcze bardziej skróciłam włosy. jestem chłopcem. pisanie bloga przychodzi mi coraz trudniej, gdyż w godzinach pracy wyprztykuję się z całego zasobu słów przysługujących mi na dzień powszedni. wychodząc z pracy, nie chce mi się nawet gadac. w naszym zakładzie jest fajnie. jest dużo kolorowych rzeczy, których mogę dotykac. czasem słuchamy muminków, a czasem nie. jemy obiady w kuchni. albo w ogrodzie. nigdy więcej biurowców. prócz polimorficznej kreacji ligwistycznej generuję na boku i po godzinach reklamę tuszu do rzęs, w którego działanie jakoś trudno mi samej uwierzyc. ale niech będzie. słowa są do wynajęcia. od kilku dni słucham prawie bez przerwy jednego kawałka. jest szary, obsesyjny i rozsadzający jak ból głowy. to osobliwe. móc przeżywac jesienną melancholię na spokojnie i szczęśliwo. 2009-10-07 o 22:49:21 skomentuj (2) the client w hard rock cafe ![]() stałam, słuchałam, próbowałam ruszac nóżką do taktu, ale jakos nie mogłam się wczuc... ![]() jakis taki bal manekinów.... 2009-10-06 o 22:19:54 skomentuj (1) import-export-wypychanie zwierząt. jako mopsia mama przeżywam permenentny wyrzut sumienia. nic nadzwyczajnego, skoro jakieś sześcset dwadzieścia siedem razy dziennie nasza mała podopieczna serwuje nam taki oto wyraz twarzy: ![]() zdjęcie pt. "oprócz frilansu trudnimy się także przewozem nieszczęśliwych zwierząt". 2009-10-04 o 22:17:01 skomentuj (2) jakiś taki dla niepoznaki. wymyślanie superbohatera jest trudne. zwłaszcza gdy taki jeden czai się od dawna za rogiem, ale nie chcesz go nikomu oddac, bo jeszcze nie czas. trzeba więc szybko stworzyc mu jakieś w miarę wiarygodne zastępstwo. i samej sprobowac uwierzyc. chociaz na chwilę. 2009-10-03 o 23:43:20 skomentuj (0) kucz&kulka na olympus jazz nights. gaba w granacie. gaba w oranżu. premiera nowej płyty 22 października - http://www.jazzboy.pl/kuczkulka/ 2009-10-02 o 23:07:10 skomentuj (0) październik można wyjśc i nie byc. a potem wrócic w to samo miejsce jak gdyby nigdy nic i przemilczec sprawę. co niniejszym czynię. jestem ze sobą pokłócona. jestem na siebie obrażona. robię zdjęcia komórką. robię zdjęcia oczami. pstrykam palcami. ![]() stoję na przystanku autobusowym i łapię lekkiego doła. za chwilę mi przejdzie. przecież zawsze przechodzi. 2009-10-01 o 22:28:56 skomentuj (1) och, żenua. od dwóch dni nie możesz sobie znaleźć miejsca. sprzątając mieszkanie, siadasz na sofie z mokrą szmatą w dłoni i bezmyślnie włączasz telewizor, po czym jeszcze bardziej bezmyślnie gapisz się na żenująco podrygujących uczestników 'mam talent', a następnie wybuchasz płaczem na okoliczność dwunastolatki obracającej kilkanaście kolorowych hula-hoop - znaczy to niechybnie, że masz, moja droga, galopujący pms. 2009-09-20 o 21:15:09 skomentuj (0) jutro o 13:15 kończę 31 lat i próbuję myslec o sobie poważnie. wychodzi mi średnio. założyłam firmę i nazwałam ją kompletnie niepoważnie. nieco z dupy, acz niektórzy mówią, że uroczo. juz za samą nazwę ścignie mnie pewnie kontrola skarbowa albo insza instancja zdrowego rozsądku. poza tym pracuję sumiennie. serio. poprawił mi się czas reakcji i zwiększyła pamięc operacyjna. tyle, że zapominam, jak się nazywam. czasem. oraz że mam znajomych. oprócz tego po staremu. acha, maaaamy saaaba. to pierwszy samochód, który mi "robi dobrze". do tej pory samochody dzieliłam na czerwone, zielone oraz metalik. teraz liczba kategorii wzrosła, ale i tak we wszystkich konkurencjach zwycięża dla mnie model dziewię-pięc-kombi-z-turbiną-cokolwiek-ona-oznacza. acha, jest granatowy. w granatowym zawsze było mi do twarzy. w tym roku, w lipcu blog skończył 7 lat. może powinnam dac juz sobie spokój, no bo ileż można. otóż można. 2009-09-14 o 23:16:04 skomentuj (25) z cyklu: mistrzowie drugiego planu czyli - Krecik & Kumok celebrują niedzielny poranek... ![]() no więc. wyobraźcie sobie słoneczny niedzielny poranek. senny czilaut na sofie. z psem u boku i człowiekiem w kuchni. leniwa cisza. i nagle... BANG!!! w jednej chwili - dokladnie w tym samym momencie - Krecik z hukiem wywala na podłogę michę z całym swoim wege-śniadaniem, a Kumok widowiskowo puszcza pawia na sofę. kurtyna. 2009-08-30 o 14:58:05 skomentuj (3) csssiii.... chies psi... ![]() ![]() 2009-08-29 o 23:19:56 skomentuj (8) pania ania i pani kasia, czyli Biff i Nosowska w CSW - 27.08.2009 jako support - BIFF - czyli panna brachaczek i hrabia fochmann - czyli ex los trabantos & ex pogodno - czyli: jest naprawdę fajnie :))) "serdecznie zapraszamy na koncert 25 wrzesnia w cafe kurturarna ;)" a teraz zaśpiewa pani kasia. pani kasiu, prosimy: pani kasia wchodzi na scenę, a naród klęka. jak dobrze policzę, to klękam przed panią kasią od jakichś 15 lat. panią kasię czasem zdaje się to przerażac... pstrykałam kieszonkowym aparatem - co niestety widac (szumy, zlepy, ciągi oraz nieostrzenie) a także słychac (mikrofon nie wyrabia przy ostrzejszych dźwiękach) koncert zacny. 2009-08-27 o 23:04:32 skomentuj (1) kochany pamiętniczku, wiele się wydarzyło. przez ostatnie tygodnie z właściwym sobie zapałem dreptałam nerwowo w miejscu, wymachując rączkami. że dosyć. że tak nie może być. że do czego to podobne. że ja wam pokażę. - dziam! dziam! dziam! - obszczekam was spod stołu i podniosę lewą nóżkę, o! cóż. pewnie nadal kręciłabym młynka, gdybym nie dostała kopa w dupę. na rozpęd. i jak poleciałam, tak lecę lecę do tej pory. ponad chodnikami. rozczaruję jednak tych, którzy chcieliby teraz pochylić się czule nade mną - że oj biedna, wypieprzyli cię z roboty, ale dasz radę. świat się nie kończy. otóż nie. otóż wypieprzyłam się sama. nie ziściły się co prawda moje bojowe wizje, w których wstaję z impetem, wywracając obrotowe krzesło, ciskam klawiaturą o ścianę, a biurkiem przez okno, a następnie liżę czubek noża do papieru i wychodzę, trzaskając drzwiami. wybiegam na ulicę i zaczynam tańczyć w deszczu, a świat jest piękny. i mam ekstra nogi oraz jestem chuda. nie. było inaczej. zadzwonił telefon. w torebce. miałam go nie odbierać, bo akurat szłam ulicą i było gorąco. byłam zmęczona i zła. do tego grzywka przykleiła mi się do czoła, a w przejściu podziemnym śmierdziało hamburgerami z kozła. chyba rozumiesz. idziesz taka umęczona i czujesz, że jednak nienawidzisz swojej pracy. bez przesady. logiczne, że w takich chwilach nie chcesz zaglądać do torebki. ale zajrzałam. syd szedł obok i mi kazał. zajrzeć. zajrzałam. i odebrać. co uczyniłam. chwilę później miałam ochotę tańczyć na ulicy. z tą cholerna grzywką przyklejoną do czoła. łorewo. świat jest piękny. nie mam ekstra nóg i nie jestem chuda. nie padał deszcz, a ja nie rzuciłam krzesłem. ale tez może być. a nawet jeszcze bardziej. z polskiego na nasze i w skrócie: odchodzę z radia. zakładam firmę. podpisuję kontrakt. i... piszę. piszę. piszę. napisać Wam coś? ;) 2009-08-27 o 12:28:26 skomentuj (11) |
2009 RE-AKCJE |
|||